Krajowe Stowarzyszenie

Antymobbingowe we Wrocławiu

The National Association for Anti-Mobbing

 

Strona główna
W górę
10

 

Uważaj! Tytuł magistra zobowiązuje do myślenia

 i przewidywania

LIST: Mam pytanie. Zostałam zatrudniona jako stażystka w pewnej instytucji. Zostałam tam skierowana na półroczny staż. W momencie przekroczenia bram firmy dostałam identyfikator, na którym widnieje moje imię i nazwisko i to że jestem stażystką. Natomiast zostało pominięte to, iż jestem magistrem. Od pierwszego dnia moim obowiązkiem było przyjmowanie petentów, składających wnioski na różnego rodzaju sprawy. Zadanie to otrzymałam bez żadnego przeszkolenia, dlatego też wnioski te były przyjmowane tak, jak umiałam je przyjąć. Po dwóch tygodniach dostałam do ręki ustawę mówiącą o tym, jakich dokumentów powinnam wymagać od klientów a także, jakie w ogóle prawo obowiązuje w tutejszej instytucji. Pani kierownik powiedziała, że mam zabrać tę ustawę i przeczytać ją w domu. Ponadto moim obowiązkiem jest wypełnianie dziennika korespondencyjnego. W tej kwestii również nikt mnie nie poinformował, jak to ma wyglądać, więc dziennik ten wypełniałam w sposób, który wydawał mi się logiczny. Po miesiącu pracy z dziennikiem pani kierownik wyłapała, że robię w nim błędy i od tego momentu zaczęło się... W ten sam dzień od godz. 14:00 do godz. 15:30 byłam na dywaniku u pani kierownik, która na mnie wrzeszczała, że nie umiem nic zrobić, począwszy od dziurkowania a skończywszy na wpisywaniu do dziennika. Cały czas było podkreślane i jest podkreślane, że nie mam w tej instytucji żadnych praw (co bardzo często podkreśla pani kierownik i kadrowa). Poza tym pani kierownik powiedziała, że za to, co zrobiłam pójdę siedzieć do więzienia i że mam zostać po godzinach pracy, bo popełniłam wielki błąd. Dlatego też słysząc,  że nie mam żadnych praw, nie chcę składać żadnych podpisów na żadnych dokumentach, bo przecież nie jestem do tego uprawniona i z tego powodu znów była afera, bo te podpisy są wymagane.  Następnego dnia, będąc ubrana w spodnie jeansowe i taką też kurteczkę, zostałam poinformowana przez koleżankę, że pani kierownik jest niezadowolona z mojego ubioru, gdyż noszę stringi i w ten sposób rozpraszam jej klientów. Sprawa ta została poruszona z moją koleżanką, a nie ze mną, i koleżanka miała za zadanie mi  to przekazać. Poza tym w tej instytucji jestem na zawołanie każdego pracownika. Bywa tak, że panie z pokoju 31 dzwonią po mnie do pokoju 12,  abym wzięła z ich biurka dokumenty i schowała je do szafy, która stoi w pokoju 31. Skończyłam studia i byłam z tego faktu dumna, ale teraz czuję się bardzo poniżona.  Po prostu się mną pomiata, a przecież nie po to kończyłam te studia, żeby tak się czuć.  Idąc do pracy, zastanawiam się, z której strony zostanę zaatakowana, czy przez panią kierownik, czy też przez współpracowników, którzy mają prawo na mnie krzyczeć.  Była też taka sytuacja, że popełniłam błąd i zaniosłam o kilka wniosków za dużo do pewnego pokoju. Pracownik poszedł na skargę na mnie do pani kadrowej. Ta z kolei poprosiła mnie do pokoju tego pana i ten pan krzyczał na mnie, a kadrowa siedziała, mówiąc, że nie chce na mnie donosić do kierowniczki. Co mam myśleć o tym wszystkim? Proszę o wyrażenie opinii na ten temat, bo może jestem przewrażliwiona? Podkreślam, że jestem na stażu, a nie jestem pracownikiem tej instytucji.

PORADA: Przykre perypetie i pierwsze doświadczenia zawodowe stażystki mogą przydać się wielu absolwentom szkół wyższych. Dyplom ukończenia szkoły wyższej z pewnością jest uzasadnionym powodem do satysfakcji i poczucia własnej wartości, ale w pracy może jeszcze znaczyć niewiele i z tego powodu nie trzeba się obrażać ani czuć się mobbowanym. Brak doświadczenia młodego magistra może narazić go na wiele przykrości, a firmę na mniej lub bardziej poważne konsekwencje. W opisanym przypadku stażystka spotkała się z jaskrawymi zaniedbaniami kierownictwa firmy i przywarami starszych od siebie pracowników, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. Kierowniczka za swoje zaniedbania elementarnych obowiązków pracodawcy, polegające na dopuszczeniu do pracy stażystkę bez przeszkolenia, straszy ją prokuratorem, karze i upokarza, chociaż właśnie te kary należą się jej samej. Mało tego, kierowniczka – starzejąca się dama – w sposób małostkowy zazdrości młodej, że jest bardziej od niej atrakcyjna, co zresztą jest częstym powodem mobbingu, wciąga w swoje intrygi kolejną osobę, czyli koleżankę stażystki. Z kolei inne starsze pracownice – nie wykluczone, że także kierujące się podobną jak kierowniczka zazdrością, nabierają wobec stażystki wielkopańskich manier, każąc jej sprzątać za sobą dokumenty. Zaperzony dżentelmen za drobną pomyłkę młodej stażystki pobiegł jak dzieciak na skargę do kadrowej i urządził stażystce karczemną awanturę o nic, dowodząc tym samym swoich frustracji i kompleksów niższości. Nareszcie znalazł kogoś niższego rangą od siebie i mógł się na nim wyżyć do woli. Dla niego to wielka ulga i zapewne rzadka okazja do poprawienia sobie swojej samooceny. A jaki interes miała kadrowa, uczestnicząc w tym spektaklu, tego nie wiemy, ale wiemy, że na pewno kwalifikacji na specjalistę w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi ona nie ma. Stażystka też jednak nie jest bez winy. Dyplom wyższej uczelni nie daje wprawdzie doświadczenia, ale zaświadcza o dojrzałości intelektualnej jego posiadacza, o umiejętności myślenia i przewidywania w nowych sytuacjach, czym niewątpliwie jest znalezienie się w pierwszej pracy na po studiach. Stażystka powinna z własnej inicjatywy upewnić się, czy dobrze wykonuje swoją pracę. Jeżeli kierowniczka popełniła błąd, nie instruując ją, jak ma wykonywać pracę, to stażystka sama powinna tego się dowiedzieć, pytając kierowniczki i innych pracowników, prosząc o regulaminy, przepisy itp. Chyba dla magistra nie było za trudnym zadaniem domyśleć się, że w każdej firmie obowiązują jakieś przepisy, regulaminy, wzory i zwyczaje i trzeba się o tym dowiedzieć, a nie liczyć na własną intuicję. Tak samo pani magister powinna również wiedzieć, że w miejscu pracy obowiązują określone zasady dotyczące ubierania się, które ona naruszyła, czym sprowokowała niechętną reakcję swoich przełożonych. Cena za brak doświadczenia i wyobraźni (tzw. frycowe) nie musiała być tak duża.

 

Poradził: Tadeusz Stalewski